piątek, 26 grudnia 2014

#1 Love Rosie czyli Na końcu tęczy Ceceli Ahern




Opis: Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?



Mój opis:  Książka napisana jest w formie listów,liścików,sms'ów,e-maili między bohaterami. Nie tylko Alex-Rosie,lecz także Alex-Katie,Katie-Rosie,Katie-Toby,Katie-Alex,Rosie-Ruby itd. Jest to ciekawy  pomysł opisania historii. Książka bardzo mnie wciągnęła. "Na końcu tęczy" jest drugą książką pani Ahern po którą sięgnęłam. Pierwszą była P.S. Kocham cię.  Love Rosie nie zawiodło mnie :) Historia wydaje się banalna. Ot miłość dwojga przyjaciół. Niekoniecznie.  Nie tak prosto.  Cały czas coś stawało im na drodze. Mogli być razem w wieku lat 16.  Rosie spadła z krzesła i zapomniała wieczór,w którym całowała Alexa,. Wyszło to jednak po kilkudziesięciu latach. Gdy jedno było blisko wyznania miłości, to drugie właśnie wychodziło za mąż. I tak ciągle.




Książka napisana z dużą dozą humoru. Śmiałam się,płakałam  i złościłam. Chociaż wszystko kręci się oczywiście wokół głównych bohaterów, jest też dużo wątków pozostałych. Przyjaciółka Rosie,Ruby jest bardzo ciekawą postacią. Ale może najpierw o samych bohaterach. Alex  i Rosie przyjaźnią się od dzieciństwa. On jednak musi przeprowadzić się do Bostonu. Nie kończy to przyjaźni tej dwójki aczkolwiek utrudnia ją. Rosie dostała się na uniwersytet i niewiele dzieliło ją do przyjechania do Alexa. Miała iść z nim na bal absolwentów,jednak w ostatniej chwili odwołano lot. Poszła więc z kimś innym,na ostatnią chwilę i ten wieczór odmienił  całe jej życie.



"Kiedy miałam osiemnaście lat, wszystkie moje koleżanki rozmawiały o chłopakach, nie o niemowlętach. W wieku dwudziestu dwóch lat nie interesowały się małymi dziećmi, lecz college'ami, w wieku trzydziestu dwóch lat chciały rozmawiać o ślubie, nie o rozwodzie, a teraz, gdy dobiłam trzydziestkipiątki i wreszcie mam ochotę rozmawiać o mężczyznach i college'u, wszyscy gadają tylko o dzieciach."

Na końcu tęczy to książka pełna ciepła i spraw nad którymi musimy dłużej się zastanowić. Zachęca nas,aby nie wahać cię, tylko działać, bo tak jak Alex i Rosie, będziemy kochać się całe życie,lecz nie powiemy sobie tego nie chcąc psuć szczęścia tej drugiej osoby... Szczęścia,którego bez nas nie ma.

"Ludzie przychodzą, ludzie odchodzą. Wiemy o tym, ale za każdym razem, gdy się to zdarza, jesteśmy zaskoczeni. To jedyna rzecz w naszej egzystencji, której możemy być pewni, ale często łamie nam serce."

"Pozostawiłam więc moją cudowną, inteligentną rodzinę, zanurzyłam się w ciepłej kąpieli i zaczęłam rozważać samobójstwo przez utopienie. Potem jednak przypomniałam sobie o resztkach ciasta czekoladowego w lodówce i wynurzyłam się, nabierając powietrza w płuca. Dla niektórych rzeczy warto żyć."

"Jeśli ludzie mówią o długiej historii, oznacza to zazwyczaj, że jest krótka, ale oni ze wstydu nie potrafią się zdobyć na powiedzenie sobie prawdy."

"Kiedy ludzie są jeszcze dziećmi, oceniają powagę sytuacji, obserwując swoich rodziców. Gdy się przewracasz i nie możesz się zdecydować, czy bardzo cię boli, czy też nie, spoglądasz na rodziców. Jeżeli wyglądają na zmartwionych i biegną w twoim kierunku, zaczynasz płakać. Jeśli zaczynają się śmiać i mówią: „Nic się nie stało”, wstajesz i przechodzisz nad sprawą do porządku dziennego."

"Nie mam czasu, żeby popełnić samobójstwo. Jestem zbyt zajęta przechodzeniem załamania nerwowego."

 Książkę oceniam na 9,5/10
Nigdy nie oceniam ,aż tak wysoko,ale Na końcu tęczy naprawdę mi się spodobało.  Nie daję 10/10,ponieważ  ten tytuł będzie należał do najlepszej książki mojego życia i choć na razie jest to ta,to przede mną jeszcze wiele takich. Jeśli ktoś czytał Gwiazd naszych wina,to załapie o co chodzi. Hazel nie pokazała maksymalnej skali bólu,choć to był taki.Chciała zostawić sobie najwyższe noty na wszelki wypadek. 
Przepraszam za dość kiepską raczej formę recenzji. Jest to moja pierwsza,myślę,że kolejna będzie już lepsza :)
Trzymajcie cię cieplutko,
Oleksandra

3 komentarze:

  1. Myślałam nad nią ale jednak ostatnio zrezygnowałam. Zostawię ją sobie na kiedy indziej ;)
    http://fandomowe-zycie-prim.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze, aczkolwiek moja przyjaciółka dostała na święta i po przeczytaniu mi pożyczy. :3
    Świetna recenzja, czekam na więcej.
    + PS Muszę cię do czegoś przyczepić. Uważaj na interpunkcję.

    OdpowiedzUsuń